Ich gościliśmy



Krzysztof Cugowski

W 2007 r. gościliśmy reżysera Wiesława Saniewskiego oraz ekipę filmu "Rezerwat" - Łukasza Palkowskiego i Sonię Bohosiewicz. Był także Jerzy Rogalski i wspaniała Małgorzata Pieńkowska. Krzysztof Kowalewski zdradzał nam tajniki kuchni aktorskiej, a senator Krzysztof Cugowski opowiadał o swoich amatorskich rolach filmowych więcej »

W tym roku rozbawił nas aktorski duet w kabaretowym wydaniu: Cezary Żak i Artur Barciś więcej»

Nasze cykle

Cykle znane z poprzednich lat wzbogaciliśmy o trzy kolejne: "Kadry z Ukrainy", "Dobre, bo lubelskie" oraz "Nowe kino polskie" więcej»

Program 2007

Godzina po godzinie program FART 2007
więcej»

Galeria zdjęć

Ta edycja festiwalu była fantastyczna. Przekonajcie się sami! więcej»

FARCik nr 1 2007

Festiwal Artystów Filmu i Telewizji FART od A do Z

A jak Aleja Gwiazd
Najsłynniejsza aleja gwiazd znajduje się w Hollywood – trochę mniej znane w łodzi, Międzyzdrojach i... Janowie Lubelskim. Nasi goście pracowicie odciskają ślad swej prawej dłoni pod czujnym okiem plastyka Leszka Waberskiego, za którego sprawą cenne odlewy trafią do parku miejskiego.
C jak Czelcow
Aleksander Iwanowicz Czelcow to jeden z bohaterów dramatu Sławomira Mrożka „Miłość na Krymie”, w czasach carskich właściciel krymskiego pensjonatu, a po rewolucji – jego kierownik. Tak się złożyło, że będziemy mieli na FART-cie aż dwóch Czelcowów, czego nie miał żaden inny festiwal w Polsce. W warszawskim Teatrze Współczesnym zagrał tę rolę Krzysztof Kowalewski, a w Teatrze im. J. Osterwy w Lublinie – Jerzy Rogalski. I obaj stworzyli kreacje bardzo dobre.
D jak Dobre, bo lubelskie
Pod takim właśnie hasłem rozpoczynamy w tym roku nowy cykl prezentacji. Będziemy w nim przedstawiać związanych z Lublinem i Lubelszczyzną artystów oraz ich dorobek. Na „pierwszy ogień” idzie Jerzy Rogalski, znakomity i chyba najbardziej rozpoznawalny w Polsce aktor lubelskiego Teatru im. J. Osterwy. Pana Jurka będzie można zobaczyć w filmie Wojciecha Smarzowskiego „Wesele”, a następnie porozmawiać z nim na spotkaniu w kinie „Jutrzenka”. A organizatorzy FART-u już typują kandydatów do przyszłorocznego spotkania. W tej chwili na czele stawki jest Jacek Król, grający w serialu „Dwie strony medalu” rozkręcającym się w telewizyjnej Jedynce. Dowiedzieliśmy się też, że szef programowy chętnie zaprosiłby Katarzynę Skoniecką, ale jej udział w „Pierwszej miłości” już się zakończył i to w okolicznościach dramatycznych.
E jak ekran
Od początku istnienia FART-u filmy w Parku Misztalec wyświetla zaprzyjaźniona już z nami firma ze śląska „Kino na każdą okazję”, która dysponuje bodaj najbardziej profesjonalną aparaturą do wyświetlania filmów w plenerze. Sympatyczni ślązacy przywożą ze sobą tak duży ekran, że do jego zmierzenia zabrakło nam miarki. O wspaniałym dźwięku nie będziemy już wspominać...
F jak FART
Według Słownika Języka Polskiego „fart” to: powodzenie, szczęście, pomyślne, sprzyjające okoliczności. W naszym przypadku ta definicja sprawdziła się idealnie – spotykamy się w Janowie po raz trzeci, wyświetlamy coraz więcej filmów, gościmy coraz większą liczbę twórców i – co równie ważne – widzów. Wprawdzie „życzliwi” radzili nam zajrzeć do słownika języka angielskiego (słowo fart na Wyspach Brytyjskich ma znaczenie daleko odbiegające od sztuki) i czym prędzej zmienić nazwę, ale nie posłuchaliśmy. Dopóki językiem urzędowym w Janowie Lubelskim jest język polski, będziemy trwać przy tej nazwie.
G jak Gwiazdy
Od samego początku znakiem firmowym FART-u są spotkania z gwiazdami. Artyści chętnie przyjeżdżają do Janowa. Odmówili – z żalem! – tylko ci, którzy w dniach festiwalu mieli akurat zdjęcia do filmów lub seriali, ale i oni deklarowali gotowość przyjazdu w przyszłości. W poprzednich latach gościliśmy m.in. Jana Machulskiego, Zbigniewa Buczkowskiego, Włodzimierza Matuszaka, Rafała i Marcina Mroczków, Agnieszkę Fitkau-Perepeczko, Katarzynę Skrzynecką, Stanisława Mikulskiego i Jana Jankowskiego. A w tym roku przyjadą: Małgorzata Pieńkowska (na zdjęciu), Krzysztof Cugowski, Krzysztof Kowalewski, Cezary Żak, Artur Barciś, Alosza Awdiejew i Jerzy Rogalski. W Alei Gwiazd znowu przybędzie drzew i odcisków dłoni.
H jak hotele
Od początku wiernie towarzyszą nam dwa janowskie hotele – Duo i Myśliwska. Ten pierwszy po królewsku przyjmuje gwiazdy FART-u (zauroczony przyjęciem Zbyszek Buczkowski przez trzy dni wyjeżdżał z Janowa), ten drugi natomiast z matczyną troską dba o potrzeby ekipy programowej. Każdy z hoteli jest na swój sposób niepowtarzalny, co zresztą stanowi o ich wyjątkowości. Tak trzymać!
I jak Internet
W dzisiejszych czasach Internet staje się medium równie powszechnym jak telewizja, bez której nie może się obyć impreza taka jak Festiwal Artystów Filmu i Telewizji FART. Dzięki Internetowi FART zaistniał w prasie, radiu i telewizji. Strona FART-u (www.fartfilm.janowlubelski.pl) pobiła właśnie rekord oglądalności – blisko 11 tysięcy wejść w ciągu ostatnich trzech miesięcy, z czego 7 tysięcy przypada na miesiąc lipiec. Za pośrednictwem sieci rozsyłamy newslettery do redakcji kilkudziesięciu gazet ogólnokrajowych i lokalnych, regionalnych portali internetowych i stron poświęconych kulturze i filmowi.
J jak Jaś i Małgosia
Które dziecko, o dorosłych nie wspominając, nie zna klasycznej bajki i Jasiu i Małgosi, którzy pokonali Babę Jagę? Nic dziwnego, że właśnie ta para została patronem naszego cyklu przeznaczonego dla najmłodszych. Zwłaszcza, że Jaś mógł pochodzić z Janowa Lubelskiego, natomiast Małgosia (z greckiego: perła) jest niczym Janów Lubelski – prawdziwą perłą na mapie Lubelszczyzny.
K jak Krzysztof Kołtyś
Osoby Krzysztofa Kołtysia nikomu w Janowie oczywiście przedstawiać nie trzeba. Zatem to hasło FART-ownego alfabetu kierujemy przede wszystkim do przyjezdnych, zarówno gości festiwalu, jak i uczestniczących w nim widzów. Burmistrz Kołtyś jest nie tylko pomysłodawcą festiwalu, lecz także jego wypróbowanym przyjacielem. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że bez jego życzliwości FART nie mógłby po prostu istnieć. A wykraczając trochę poza sam festiwal podkreślamy raz jeszcze to, o czym pisaliśmy już w ubiegłym roku, jako obserwatorzy z zewnątrz: takiego gospodarza może Janowowi pozazdrościć wiele miast w Polsce, małych i dużych.
L jak Licencja FART-ciarza
Słynny James Bond, agent w służbie Jej Królewskiej Mości miał licencję 007 na... zabijanie. FART także przyznaje swoim gościom licencję, ale... FART-ciarza. To przepustka do szczęścia i recepta na fart w życiu, do których jedyna droga prowadzi przez Janów Lubelski. Do naszych FART-ciarzy należy już Agnieszka Perepeczko-Fitkau, która gościła w Janowie Lubelskim w 2006 r.
ł jak łukasz Drewniak
Wierzymy, że wszyscy mieszkańcy Janowa są przyjaciółmi, a nawet fanami FART-u. Ale łukasz zajmuje wśród nich miejsce szczególne. W kierowanym przezeń Janowskim Ośrodku Kultury nie tylko są wyświetlane filmy i odbywają się spotkania z twórcami, ale także gościnne miejsce znalazło biuro festiwalu i redakcja naszej gazety. A sam łukasz służy nam pomocą tak skutecznie, że rzeczy niemożliwe załatwia od ręki, zaś cuda zajmują mu tylko trochę czasu.
M jak metraż
Najdłuższy film tegorocznego FART-u – „Piraci z Karaibów: Na krańcu świata” – trwa aż 168 minut. Najkrótsze – „Grbavica” i „Job, czyli ostatnia szara komórka” – zajmą uwagę widzów przez 90 minut. To dla dorosłych – dzieci najwięcej czasu, bo aż 115 minut, poświęcą na obejrzenie filmu „Charlie i fabryka czekolady”. Najkrócej – 70 minut – trwa „Ekspres polarny”. Gdyby jakiś dorosły widz zechciał obejrzeć wszystkie filmy, to powinien przeznaczyć na to 3254 min. Wytrwałe dziecko musiałoby spędzić w Janowskim Ośrodku Kultury 1282 min. na 14 seansach.
N jak Nowe kino polskie
W polskiej kinematografii następuje nieuchronna zmiana pokoleniowa. Do głosu dochodzą twórcy wychowani w nowej, jakże innej rzeczywistości, w której przyszło żyć takim tuzom jak Wajda, Zanussi i Kawalerowicz. Nowa rzeczywistość stawia nowe, często bolesne pytania. Odpowiedzi szukają w swoich filmach m.in. Sławomir Fabicki („Z odzysku”), Michał Rosa („Co słonko widziało” - na zdjęciu), Robert Krzempek („Czeka na nas świat”), łukasz Palkowski („Rezerwat”) i Wojciech Smarzowski („Wesele”), których filmy pokażemy podczas tegorocznego FART-u. Pięć punktów widzenia współczesnej Polski – każdy przejmujący, prowokujący do przemyśleń i dyskusji.
O jak Oscar
W programie FART-u nigdy nie brakuje obrazów uhonorowanych tą najsłynniejszą nagrodą filmową. W tym roku zobaczymy: „Infiltrację” – laury Akademii dla najlepszego filmu i reżysera Martina Scorsese, „Labirynt Fauna” – Oscary za zdjęcia Guillerma Navarro, scenografię i charakteryzację oraz „Życie na podsłuchu” – obraz uhonorowany statuetką dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego.
P jak Patronat
Nie ulega wątpliwości, że prestiż festiwalu buduje przede wszystkim jego program i zaproszeni goście, ale dobry patron także jest ważny. W tym roku FART ma ich dwóch: patronatem honorowym festiwal objął Kazimierz Michał Ujazdowski, minister kultury i dziedzictwa narodowego, zaś patronatem artystycznym – senator Krzysztof Cugowski. Pan Krzysztof będzie także gościem FART-u. I to nie tylko jako patron festiwalu i gwiazda sceny rockowej, lecz także jako… aktor. Ma bowiem na koncie udział – z Budką Suflera – w obrazie Marka Piwowskiego „Przepraszam, czy tu biją?”, a także całkiem dużą rolę księdza w filmie Marka Rębacza „Atrakcyjny pozna panią”.
R jak „Rezerwat”
FART będzie jednym z nielicznych miejsc w Polsce, w którym widzowie zobaczą komedię Łukasza Palkowskiego „Rezerwat” – najbardziej pożądany film tego lata, przebojem zdobywający publiczność. Po entuzjastycznym przyjęciu w Tarnowie (nagroda specjalna jury i nagroda jury młodzieżowego), Koszalinie (nagroda publiczności, nagroda dziennikarzy, nagroda specjalna jury, nagroda jury młodzieżowego i nagroda dla Sonii Bohosiewicz), „Rezerwat” kupił swoim ciepłem i bezpretensjonalnością widzów 37. Lubuskiego Lata Filmowego w Łagowie. Jak twierdzą recenzenci, debiutancki film Łukasza Palkowskiego ma wszelkie zadatki, by stać się dziełem kultowym. Czy tak jest rzeczywiście? Już wkrótce przekonają się o tym także fart-ciarze, którzy o sukcesie filmu porozmawiają osobiście z jego twórcą Łukaszem Palkowskim.
S jak serial
Seriale zawsze przynosiły aktorom największą popularność. Wystarczy przypomnieć Janusza Gajosa jako Janka Kosa z „Czterech pancernych…” czy Stanisława Mikulskiego, który na zawsze pozostanie kapitanem Klossem ze „Stawki większej niż życie”. Dziś, gdy pojawiły się tzw. telenowele, jest to jeszcze bardziej widoczne. A nawet więcej: dla wielu widzów artyści są nie tylko kojarzeni z ekranowymi bohaterami, lecz stają się niemal osobistymi znajomymi. Gośćmi tegorocznego FART-u będą gwiazdy tak popularnych polskich seriali jak: „M jak miłość”, „Ranczo”, „Plebania”, „07 zgłoś się”, „Miodowe lata” i „Daleko od noszy”. Rekordzistą wśród nich jest zapewne Jerzy Rogalski (na zdjęciu), który wystąpił w serialach: „Chłopi”, „Ile jest życia”, „Lalka”, „Popielec”, „Kanclerz”, „07 zgłoś się”, „Sława i chwała”, „Miodowe lata”, „Marszałek Piłsudski”, „Quo vadis”, „Złotopolscy”, „Wiedźmin” i – oczywiście – „Plebania”.
U jak Ukraina
Na kino światowe FART jest otwarty od pierwszej odsłony. Zarówno to artystyczne, przedstawiane w cyklu „Znane-nieznane”, jak i bardziej rozrywkowe, które prezentujemy w plenerowym „Kinie na dobrą noc”. Chcemy także przybliżać uczestnikom festiwalu kinematografie mniej u nas znane. W tym roku gościem specjalnym – w ramach euroregionalnej współpracy – jest Ukraina. Będzie można zobaczyć należący do światowej klasyki obraz Jurija Iljenki „Biały ptak z czarnym znamieniem” oraz bogaty zestaw dokumentu i krótkiego metrażu. Tu szczególnie polecamy „Zamki Ukrainy”, film niemal hipnotyzujący urodą plastyczną. Naprawdę warto zobaczyć.
W jak „Wesele”
Gościa nowego FART-owskiego cyklu „Dobre, bo lubelskie”, Jerzego Rogalskiego, będzie można zobaczyć w bardzo dobrej roli w filmie Wojciecha Smarzowskiego „Wesele”. Warto odnotować, że nie jest to jedyne „Wesele” w dorobku Rogalskiego. W sezonie 1984/85 w Teatrze im. J. Osterwy zagrał w „Weselu” rolę Pana Młodego, a w najnowszej lubelskiej inscenizacji dramatu Wyspiańskiego można go oglądać jako Czepca. Warto w nadchodzącym sezonie wybrać się do lubelskiego teatru, bowiem i spektakl, i rola Rogalskiego są naprawdę wysokiej klasy.
Z jak zdjęcia
Kiedyś lato było dla aktorów czasem odpoczynku po wyczerpującym sezonie teatralnym. Sytuacja zmieniła się diametralnie po powstaniu prywatnych stacji telewizyjnych. Wyścig o względy telewidzów doprowadził do realizacji ogromnej ilości seriali. Gwiazdy nie mają czasu na urlopy i wyjazdy, czego wymownym przykładem jest chociażby Agnieszka Dygant, która mimo naszych usilnych próśb nie mogła przyjechać do Janowa. Powód prozaiczny – zaraz po zakończeniu zdjęć do serialu „Na dobre i na złe” trafiła na plan „Niani”. Dobrze jednak mieć słowo FART w nazwie. Szczęście dopisało nam przy osobach Cezarego żaka i Artura Barcisia. Wprawdzie obydwaj panowie są zapracowani na planie kinowej wersji „Rancza”, ale ekipa – jak Pan Bóg przykazał – ma wolne w niedzielę. Dzięki temu spotkamy się z nimi już za kilka dni, zaś sam film, zatytułowany „Ranczo Wilkowyje”, pokażemy za rok.

Widziane z tylnego rzędu

Niebezpieczna najważniejsza ze sztuk

17 grudnia 1984 roku. Sala lubelskiego kina „Bajka” w Domu Nauczyciela wypełniona do ostatniego miejsca, jak zwykle na seansach Dyskusyjnego Klubu Filmowego „Redaktorek”. Oczekiwanie – niepozbawione pewnej ekscytacji – na „owoc zakazany”, a jeśli nie zakazany wprost, to z pewnością trudno dostępny. Szef „Redaktorka”, Stanisław Krusiński, sobie tylko znanym sposobem zdobył kopię „Nadzoru” Wiesława Saniewskiego. I pokazał ten film niemal dokładnie dwa miesiące przed jego oficjalną premierą. Bywalcy DKF-u należeli do tych nielicznych, którzy mogli zobaczyć ten ważny obraz. Także później, już po premierze, bowiem „Nadzór” nie był – mówiąc najoględniej – faworytem ówczesnej władzy. I trudno się dziwić: film rozgrywający się w PRL-owskim więzieniu, z bohaterką skazaną na karę zupełnie niewspółmierną do winy, mógł w obywatelach budzić niepożądane skojarzenia. Zwłaszcza, gdy w więzieniach siedziało niemało opozycjonistów.
Przypominam „Nadzór” dlatego, że najnowszy obraz Wiesława Saniewskiego – „Bezmiar sprawiedliwości” – zdaje się podzielać jego losy; również trudno zobaczyć go w kinach. Oczywiście nie ma mowy o jakimś administracyjnym blokowaniu rozpowszechniania tego filmu, ale nie od dziś wiadomo, że kino artystyczne, problemowe nie ma wielkich szans w konfrontacji z komercyjnymi hitami. Inna rzecz, że w tym akurat przypadku nieubłagane prawa rynku działają wyraźnie z korzyścią dla tzw. klasy politycznej. „Bezmiar sprawiedliwości” to bowiem bezlitosna wiwisekcja systemu, w którym władza stara się zawłaszczyć wszystko, co tylko się da, z prawodawstwem i wymiarem sprawiedliwości włącznie, Trybunału Konstytucyjnego nie wyłączając.
Lenin nazwał kiedyś kino najważniejszą ze sztuk. Miał rację w tym sensie, że – dzięki swej masowości i prostocie przekazu – dociera ono do bardzo szerokiego kręgu odbiorców, co sprawia, iż jest nader użytecznym narzędziem propagandy. Ale z tego samego względu jest to dla władzy sztuka niebezpieczna. W latach 70. i 80. ubiegłego wieku w teatrach, ze swej natury mniej egalitarnych niż kina, pojawiały się sztuki autorów – powiedzmy – źle widzianych, choćby Gombrowicza (tego, którego teraz Giertych wyrzucił z kanonu lektur) czy Witkacego. Ale filmy do rozpowszechniania w Polsce były starannie przebierane, a wiele z tych, które kupiono, doświadczyło spotkania z cenzurą. Żeby nie wywoływały niepotrzebnych skojarzeń, bo „skojarzenia to przekleństwo”, jak głosił tekst piosenki z „Polskiego zoo”.
W programie tegorocznego FART-u mamy nagrodzony Oscarem obraz „Życie na podsłuchu”. To historia rozgrywająca się w nieistniejącej już na szczęście NRD, ale nie ma żadnej gwarancji, że tytuł filmu nie będzie się kojarzył z CBA, ABW czy inną tajną policją. Kino to sztuka niebezpieczna, zwłaszcza wtedy, gdy zacznie się kojarzyć…

Andrzej Z. Kowalczyk