Ich gościliśmy



Stanisław Mikulski

W 2006 r. gościliśmy offowych twórców: Domana Nowakow-skiego i Adama Bort-nowskiego oraz uznane gwiazdy: Stanisława Mikulskiego, Janusza Majewskiego, Agnieszkę Fitkau-Perepeczko, Jana Jankowskiego i Kasię Skrzynecką więcej »

Wieczory w plenerze urozmaicały znakomite kabarety: Elita i Kabaret pod Wyrwigroszem więcej»

Nasze cykle

Mamy Jan-off oraz w dalszym ciągu Galerię Janów. Pojawia się nowe cykle "Znane-nieznane", "Na dobrą noc" więcej»

Program 2006

Godzina po godzinie program FART 2006
więcej»

Galeria zdjęć

Wydawało się, że pierwszej edycji FART-u nic nie przebije pod względem atrakcyj-ności, ale ci, którzy tak sądzili, mylili się więcej»

FART 2006 - Nasze cykle

Nie lubię poniedziałku

Zajrzyjmy najpierw do słownika języka polskiego, gdzie pod hasłem "szewski poniedziałek" czytamy: poniedziałkowa nieobecność w pracy, poniedziałkowe leniuchowanie, będące często rezultatem nadużycia alkoholu w poprzednim dniu. Pamiętacie państwo w jaki sposób leniuchował robotnik w komedii "Nie lubię poniedziałku" Tadeusza Chmielewskiego, która będzie honorowym patronem pierwszego dnia naszego festiwalu? Usnął biedaczyna słodko na płycie budowlanej, a gdy się obudził, był już hen wysoko pod chmurami pozostawiony na pastwę losu, bo kolegom było równie niespieszno do pracy. No cóż, szewski dzień...

Kadr z filmu Tadeusza Chmielewskiego "Nie lubie poniedzialku"

Polskie kino potrafiło w minionych latach cierpieć i boleśnie przeżywać, ale też i porządnie się śmiać. Dziś rodzimych komedii jak na lekarstwo, tym bardziej więc warto pokazywać te nieliczne jaskółki uśmiechu i radości, które pochodzą znad Wisły. Wprawdzie mówią, że jedna czy dwie jaskółki wiosny nie czynią, ale my uważamy, że szewski poniedziałek tak naprawdę nie będzie miał w Janowie Lubelskim racji bytu.

Warto przekonać się o tym osobiście. Kto przyjedzie na jeden tylko dzień - właśnie poniedziałek - ten z pewnością natychmiast przedłuży pobyt do końca tygodnia. Wiadomo - śmiech to zdrowie!

Jan-off po lubelsku

Kino offowe długo było praktycznie nieznane w Polsce, gdzie istniał państwowy monopol na produkcję filmów. Choć przecież pasjonatów, owych pozytywnie zakręconych ludzi z korbką nie brakowało, o czym tak przejmująco opowiedział Krzysztof Kieślowski w filmie "Amator".

Dopiero zmiany ustrojowe na początku lat 90. spowodowały, że w rodzinnym świecie filmu pojawili się ludzie, którzy szeroką ławą przystąpili do samodzielnej produkcji filmów. Pasjonaci kina za własne i kolegów pieniądze zaczęli kręcić filmy krótkie i długie, dobre i złe - ale zawsze z potrzeby serca.

Adam Bortnowski i Doman Nowakowski w rozmowie ze Stanislawem Krusinskim

Uczestnicy FART-u przekonali się o tym w zeszłym roku oglądając "Motór" Wiesława Palucha i "Numer" Andrzeja Mathiasza. Obaj, pochodzący w Biłgoraja i Lublina, twórcy przedstawili świat dobrze nam znany, a przecież intrygujący dzięki autorskiej wizji. Dość powiedzieć, że dyskusja po seansie "Motóra" trwała ponad godzinę, zaś na pokaz przyjechała grupka fanów tego filmu, mieszkająca spory kawałek od Janowa. Przyjechali, jakżeby inaczej, na motórach...

Zachęceni sukcesem naszego cyklu postanowiliśmy zaprosić twórców wyróżniających się w polskim kinie offowym. W tym roku dyskusja powinna być równie ciekawa - mamy nadzieję, że do Janowa dotrą ludzie i filmy z górnej półki polskiego "offu", z powodzeniem prezentowane na festiwalu w Gdyni. Dominik Matwiejczyk, reżyser filmu "Ugór", to człowiek-instytucja rodzimego kina niezależnego, zaś dla Adama Bortnowskiego i Domana Nowakowskiego, których zaprosili¶my w tym roku do Janowa Lubelskiego, kino offowe to przede wszystkim świetna zabawa, a przy okazji spotkań autorskich - szansa do wygadania się. Widzieliśmy ich w akcji na festiwalu w Gdyni - sądzimy, że tematów do pogawędki nam nie zabraknie!

Znane-nieznane

W Polsce każdego roku wchodzi na ekrany kin ponad 200 nowych filmów. Większość z nich wiedzie iście motyli żywot - pojawiają się na chwilę w dużych miastach, by zaraz potem zniknąć w czeluściach molochów zwanych multipleksami.

"Miasto gniewu"Do mniejszych miast i miejscowości, gdzie jeszcze, daj Boże, uchowało się bodaj jedno kino, docierają po kilku miesiącach od chwili premiery bądź wcale, wyparte przez komercyjne tytuły. Reguł rynku nie zmienimy, ale na tydzień możemy powiedzieć im - nie.

Ten tydzień nazywa się FART i przyniesie - mamy nadzieję - drugie ekranowe życie dziełom ze wszech miar wartym uwagi. A ponieważ najbliższa ciału jest koszula, to będziemy promować głównie kino rodzime, które wbrew opinii malkontentów ma się całkiem dobrze. Świadczą o tym wysoki poziom ubiegłorocznego festiwalu filmowego w Gdyni i tegoroczne premiery, wśród których wyróżniają się filmy "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" Marka Koterskiego i "Jasminum" Jana Jakuba Kolskiego.

Nie zapomnimy też o dobrym kinie europejskim i amerykańskim. W ubiegłym roku naszym przebojem okazał się węgierski komediodramat "Kontrolerzy". Teraz sięgniemy po twórcę znad Wełtawy i pokażemy "Opowieści o zwyczajnym szaleństwie" Petra Zelenki. Będzie także triumfator tegorocznej gali oscarowej - film "Miasto gniewu", niespodziewany laureat Oscara. Był wprawdzie wyświetlany w Polsce w ub. roku, ale zebrał tylko 60 tys. widzów. W Janowie odżyje po raz drugi. Wraz z nim kilka innych wartościowych filmów.

Kino Jasia i Małgosi

Kto chodzi do kina? Wiadomo - młodzież szkolna, studenci, garstka zagorzałych kinomanów i oczywiście dzieci, dzięki którym rodzice przypominają sobie, że wciąż istnieje cos takiego jak stare poczciwe kino.
Z myślą o filmowej edukacji najmłodszych i przy okazji integracji pokoleń przygotowaliśmy tytuły, które można oglądać z przyjemnością mając 5 lat - albo dużo, dużo więcej. Widać to było rok temu na Sali Janowskiego Ośrodka Kultury - przygody Bolka i Lolka oglądali ramię w ramię dzieci, rodzice, dziadkowie. Widownia pękała w szwach, musieliśmy organizować dodatkowe projekcje. Nauczeni tym doświadczeniem w tym roku zaprosimy dzieci każdego dnia na dwa seanse - w sumie pokażemy aż 14 filmów. Oj, będzie co oglądać!

Zestaw tytułów jest naprawdę imponujący i kompetentny - nic dziwnego, gdyż repertuar w decydującej mierze ustaliła 6-letnia Basia, której miłość do kina nie zna granic. Potrafi po raz kolejny, z taką samą pasją, przeżywać przygody Shreka, rybki Nemo, Calineczki, 101 dalmatyńczyków - długo by wymieniać... Ta pasja jest wspólną cechą bodaj wszystkich dzieci. A zatem - najmłodsi kinomani, łączcie się! Najlepiej w Janowie Lubelskim.

Kino na dobrą noc

Gwiaździste niebo, powietrze wypełnione zdrowym zapachem okolicznych lasów, śpiew ptaków i inne odgłosy natury stwarzają niezapomniany klimat do oglądania filmów pod gołym niebem.

Przekonali się o tym widzowie naszych plenerowych seansów w ubiegłym roku. Projekcja filmu "Karol - człowiek, który został papieżem" zgromadziła niezliczone rzesze mieszkańców Janowa i turystów.

Zresztą na każdym pokazie były tłumy, zaś wrażenia niezapomniane - również dzięki supernowoczesnej aparaturze. Nasz plenerowy ekran jest bodaj największy w Polsce, a dźwięk słychać w całym Janowie. Dopiero w takich okolicznościach przyrody - jak mawiał niezapomniany Jan Himilsbach - odczujemy prawdziwą potęgę kina na dużym ekranie.