Ich gościliśmy



Jan Machulski

Zbigniew Buczkowski, Jan Machulski, Włodzi-mierz Matuszak - wyje-chali zachwyceni Jano-wem i jego gościnnością więcej »

Pierwszym pomysłem na wypełnienie letnich wieczorów było zaproszenie zespołów muzycznych więcej»

Nasze cykle

Jan-off, Galeria Janów, Z archiwum "F", Seans z Fordem to nasze cykle więcej»

Program 2005

Godzina po godzinie program FART 2005
więcej»

Galeria zdjęć

Oj działo sie w Janowie podczas pierwszego festiwalu FART. A co? A jak? Zapraszamy do galerii zdjęć więcej»

Cykle 2005

Z archiwum "F"

Amerykanie mają „Archiwum X”, my zaś archiwum Filmoteki Narodowej w Warszawie. Z dwojga dobrego zdecydowanie bardziej wolimy rodzimy zbiór cudności... Tworzą go: 15 tys. tytułów filmów fabularnych i krótkometrażowych, 1 tys. tytułów czasopism, 22 tys. książek, 23 tys. programów, 60 tys. plakatów, fotosy do 25 tys. filmów, a także niezliczone ilości scenariuszy, list dialogowych i innych dokumentów związanych z X Muzą. Podane liczby mogą przyprawić o zawrót głowy zbieraczy kaset wideo i DVD, których kolekcje liczą 100, góra 200 tytułów. Filmoteka Narodowa w Warszawie została powołana do życia w 1955 roku.

W 2005 roku Filmoteka obchodzi okrągły jubileusz – dorosły wiek sprzyja refleksji nad jej rolą w zachowaniu dziedzictwa filmowego w Polsce. Głos w dyskusji chce zabrać także FART, dlatego pierwszy dzień festiwalu poświęcamy właśnie FN. Grzegorz Pieńkowski, chodząca encyklopedia X Muzy (są jeszcze tacy ludzie), opowie o kinie z bardzo dawnych lat, kiedy to rozkwitły komediowe talenty Flipa i Flapa, Lloyda, Chaplina (to wszystko w składance „30 lat śmiechu”), zaś western osiągnął swe artystyczne wyżyny (wspaniałe do dziś „Miasto bezprawia”). Wyprawa w czasy iluzjonu rodzicom i dziadkom przypomni młodość, zaś dzieciom pozwoli odkryć urok archiwalnych taśm pełnych twórczej pasji. Były bowiem takie momenty w historii kina, kiedy wymyślano fantastyczne historie za przysłowiowe centy, zaś  artystom większą radość sprawiało pojawienie się na ekranie niż w banku po odbiór milionowego honorarium.

Jan-off po lubelsku

W powszechnym mniemaniu kino offowe to słabe jakościowo, nie najlepsze scenariuszowo filmy z udziałem nieprofesjonalnych aktorów nagrane przez samorodków filmotwórstwa. Tak było przez wiele lat, ostatnie dokonania twórców offowych, coraz częściej temu przeczą, zmuszając widzów do zwrócenia uwagi na ten nurt kina. 

Ale zacznijmy od najprostszej definicji kina offowego, którą przytaczamy za Encyklopedią kina pod redakcją Tadeusza Lubelskiego: "Nazwa pochodzi od offowych przedstawień teatralnych (OFF-Broadway to powstała w l. 50. nazwa przedstawień dla 100-299 widzów w salach na uboczu centrum teatralnego nowojorskiego Broadwayu, gł. awangardowych i debiutanckich). Kino offowe z definicji nie ma charakteru komercyjnego; charakteryzuje się na ogół eksperymentalną formą i porusza tematy niepopularne w tzw. oficjalnej kinematografii. Zazwyczaj tworzą je mniej znani lub nieznani reżyserzy, scenarzyści i operatorzy, a występują w nim aktorzy nieprofesjonalni".

Kino offowe długo było praktycznie nieznane w Polsce, gdzie istniał państwowy monopol na produkcję filmów. Choć przecież pasjonatów, owych pozytywnie zakręconych ludzi z korbką nie brakowało, o czym tak przejmująco opowiedział Krzysztof Kieślowski w filmie "Amator". 

Dopiero zmiany ustrojowe na początku lat 90. spowodowały, że w rodzinnym świecie filmu pojawili się ludzie, którzy szeroką ławą przystąpili do samodzielnej produkcji filmów. Pasjonaci kina za własne i kolegów pieniądze zaczęli kręcić filmy krótkie i długie, dobre i złe - ale zawsze z potrzeby serca. 

Ten nieformalny początkowo ruch dzisiaj zdecydowanie okrzepł i dzięki nowym technologiom coraz bardziej się rozwija, czego wyrazem są specjalne przeglądy i festiwale poświęcone dorobkowi niezależnych twórców. Niektóre filmy zdobyły rozgłos wykraczający poza świat kina offowego - ich twórcy są dziś uznanymi reżyserami, jak choćby Dariusz Gajewski ("alaRm"), Jacek Borcuch ("Kallafior") czy Grzegorz Lipiec ("... że życie ma sens"). 

Nurt kina offowego w naszym kraju dojrzewa artystycznie i trafia do coraz szerszej publiczności, która znajduje w tych filmach świeże pomysły artystyczne i niebanalne spojrzenie na dzisiejszą Polskę. Jakie? Na to pytanie odpowiedzi udzielą filmy offowe pokazane podczas festiwalu. Będą to m.in.: "Motór" Wiesława Palucha i "Numer" Andrzeja Mathiasza.

Znane-nieznane

W Polsce każdego roku wchodzi na ekrany kin ponad 200 nowych filmów. Większość z nich wiedzie iście motyli żywot - pojawiają się na chwilę w dużych miastach, by zaraz potem zniknąć w czeluściach molochów zwanych multipleksami.

Do mniejszych miast i miejscowości, gdzie jeszcze, daj Boże, uchowało się bodaj jedno kino, docierają po kilku miesiącach od chwili premiery bądź wcale, wyparte przez komercyjne tytuły. Reguł rynku nie zmienimy, ale na tydzień możemy powiedzieć im - nie.

Ten tydzień nazywa się FART i przyniesie - mamy nadzieję - drugie ekranowe życie dziełom ze wszech miar wartym uwagi.

A ponieważ najbliższa ciału jest koszula, to będziemy promować głównie kino rodzime, które wbrew opinii malkontentów ma się całkiem dobrze. Służymy przykładami - "Pręgi" Magdaleny Piekorz to przejmujący portret rodziny, w której ojciec nie może znaleźć wspólnego języka z synem; "Wesele" Wojciecha Smarzowskiego opowiada w krzywym zwierciadle o manierach nowobogackich Polaków, którym pieniądz przesłania wszelkie wartości; "Vinci" Juliusza Machulskiego udowadnia, że beniaminek rodzimego kina rozrywkowego wciąż potrafi w finezyjny sposób zaskoczyć widzów.

Sięgniemy też po najlepszy w ostatnim roku obraz naszych bratanków Węgrów. "Kontrolerzy" zdobyli masę wyróżnień na wielu festiwalach w całym świecie, w tym m.in. nagrodę publiczności Warszawskiego Festiwalu Filmowego.

Nie zapomnimy też o kinie... amerykańskim. Triumfator tegorocznej gali oscarowej - film "Za wszelką cenę" Clinta Eastwooda - nie zaistniał na dobre na ekranach polskich kin. A szkoda, bowiem jest to obraz wyjątkowo poruszający, jeden z najlepszych w dorobku tego słynnego aktora i reżysera.

Seans z Fordem

To nazwisko zapisało się na trwałe w annałach historii Stanów Zjednoczonych. Noszą je tak różni i wybitni ludzie jak Henry Ford, prekursor przemysłu samochodowego w USA; John Ford, jeden z najwybitniejszych reżyserów filmowych w historii kina; Harrison Ford, znany aktor filmowy, należący do panteonu gwiazd Hollywood: Glenn Ford, równie wybitny aktor, specjalista od ról mocnych mężczyzn w westernach. Wszyscy są symbolem amerykańskiego mitu o sukcesie - warto zatem bliżej poznać ich życie, które może być inspiracją dla innych twórczo szukających swego miejsca w życiu.